5 powodów dla których wygrana Trumpa pogorszy sytuację osób LGBT na świecie

Właśnie zakończyły się wybory prezydenckie w USA. Wybory, przed którymi w trakcie kampanii tematyka LGBT była dyskutowana tak szeroko jak chyba przed żadnymi innymi wcześniej. Najpierw na etapie prawyborów, gdy trwały burzliwe spory, który z kandydatów Partii Demokratycznej jest bardziej proLGBT: Bernie Sanders czy Hillary Clinton. I później, w trakcie właściwej kampanii, gdy Hillary wkładała dużo wysiłku, żeby społeczność gejowska zapomniała jej wcześniejsze wpadki i zaakceptowała ją jako swoją kandydatkę. Z kolei Donald Trump, nawet jeśli momentami próbował się tęczowym wyborcom przypodobać, wcale nie krył się ze swoją homofobią i transfobią.

W momencie publikacji tego tekstu wiemy, że z 99% prawdopodobieństwem 45 prezydentem USA zostanie Donald Trump. Wygrana Trumpa na pewno negatywnie wpłynie na sytuację osób LGBT w Stanach, ale czy może pogorszyć sytuację osób LGBT na świecie? Oto 5 powodów, dla których rzeczywiście może być nam gorzej.

1. Polityczne i prawne argumenty dla przeciwników równych praw

Swojemu podejściu do praw osób LGBT Trump dawał wielokrotnie wyraz, biorąc udział w wydarzeniach anty-LGBT i składając deklaracje, co do rozwiązań legislacyjnych, które zamierza wprowadzić.

Po pierwsze, obiecał podpisać FADA (the First Amendment Defense Act), czyli ustawę która umożliwi odmowę obsługi klientów LGBT np. lekarzom, farmaceutom czy nauczycielom ze względu na klauzulę sumienia, usankcjonuje mowę nienawiści wynikającą z przekonań religijnych, czy też pozwoli agencjom adopcyjnym nie kierować dzieci do par jednopłciowych.

Po drugie, należy pamiętać o wpływie prezydenta na powoływanie sędziów Sądu Najwyższego. O roli Sądu mogliśmy się przekonać w przypadku orzeczenia dotyczącego małżeństw homoseksualnych.

Po trzecie, wisienką na antyrównościowym torcie Trumpa jest postać przyszłego wiceprezydenta, Mike’a Pence – homofoba i fanatyka religijnego, o którym mówi się, że będzie miał zdecydowanie większy wpływ na realną politykę niż jego poprzednicy na tym stanowisku.

Jaki wpływ na sytuację i prawa osób LGBT na świecie może mieć legislacja wprowadzana za oceanem? Stany Zjednoczone wciąż są dla wielu państw punktem odniesienia przy stanowieniu lokalnego prawa. Anty-równościowe rozwiązania w USA mogą dostarczać argumentów i amunicji, zarówno na poziomie prawnym jak i politycznym, zwolennikom ograniczania praw osób LGBT.

2. Zmiana narracji

Już w trakcie samej kampanii do głosu doszli różnego rodzaju fanatycy religijni, prawicowi radykałowie, ksenofobi, homofobi, transfobi. Obecnie, po wygranej Trumpa, nie tylko wejdą oni do mainstreamu, ale wręcz tym mainstreamem się staną i zaczną nadawać ton debacie politycznej i społecznej. Poglądy i wypowiedzi, które wcześniej uznane byłyby za co najmniej kontrowersyjne, staną się standardem. Łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której ofiarami takiego stanu rzeczy będą osoby LGBT albo środowiska lewicowe. Znamy jeden taki kraj, w którym dyskurs wyewoluował w takim kierunku, że określenia lewicowyfeministka albo gender są największą obrazą…

Nie ukrywajmy, wpływ tego, co się mówi, pisze, kręci w Stanach Zjednoczonych, na inne kraje jest wciąż ogromny. Popkultura oraz newsy z USA błyskawicznie opływają cały świat. Dlatego mowa nienawiści czy homofobiczne postawy za oceanem będą negatywnie przekładały się na zachowania ludzi również poza USA.

3. Sygnał i drogowskaz dla populistów z całego świata

Skoro Trump, prezentując kseno-, homo-, czy transfobiczne zachowania, posługujący się mową nienawiści i obrażający mniejszości, mógł wygrać wybory, to znaczy, że jest to dobra strategia polityczna. Stany Zjednoczone nie będą pierwszym krajem, który mocno skręci w prawo. Jednak dla wielu populistycznych polityków może być to sygnał – droga Trumpa-populisty jest właściwą drogą i gwarantuje sukces polityczny.

#VOTE #TrumpPence16 #NorthCarolina!

A post shared by Donald J. Trump (@realdonaldtrump) on

 

4. Marginalizacja praw człowieka w polityce zagranicznej USA

Prawa człowieka były jednym z priorytetów w polityce zagranicznej Baracka Obamy. Trudno wyobrazić sobie podobne podejście w przypadku Donalda Trumpa. Jego uwielbienie dla Władimira Putina i putinowskiej Rosji jest tego wyraźnym wskaźnikiem. Dlatego nie należy oczekiwać, że prezydent Donald Trump będzie upominał się o prawa gejów w Rosji, Indonezji albo w krajach afrykańskich (jak to czynił Obama).

Udział odchodzącej administracji Stanów Zjednoczonych w promowaniu równości to nie tylko deklaracje, ale również konkretne programy, środki pieniężne i działania dyplomatyczne.

Wszystko to prawdopodobnie zostanie ograniczone w trakcie prezydentury Trumpa, tym bardziej, że zapowiada on większy izolacjonizm Ameryki („America First!”).

trump putin

5. Trump nie jest Hillary…

Środowiska LGBT mają historycznie wiele do zarzucenia Hillary Clinton (nie do końca poprawne wypowiedzi, stosunek do wprowadzenia małżeństw jednopłciowych). Ale trzeba jej przyznać, że w trakcie kampanii wyborczej zrobiła bardzo wiele, żeby na głosy osób LGBT zasłużyć. Wielokrotnie deklarowała, że prawa LGBT będą należeć do priorytetów jej prezydentury. Zapowiedziała m.in. wdrożenie Equality Act (ustawa zapewniająca ochronę przed dyskryminacją). Wiele po Hillary można byłoby się spodziewać również w zakresie polityki zagranicznej. Podobno jeszcze jako Sekretarz Stanu wdała się kiedyś w głośną kłótnię z rosyjskimi oficjelami właśnie a propos antygejowskich praw w Rosji.

Wiara osób LGBT w Hillary była widoczna w sondażach, które wyraźnie wskazywały, że to ona była kandydatką LGBT. Według NBC News 72% osób LGBT chciało głosować na Hillary, a według Scrufftistics popierało ją 79% amerykańskich. Tym bardziej, że Clinton jednoznacznie obiecała, że będzie kontynuowała dzieło uwielbianego przez LGBT Obamy.

Tak więc wygrana Trumpa jest niekorzystna dla LGBT również dlatego, że oznacza brak zwycięstwa Hillary, z którą cały świat LGBT (nie tylko społeczność amerykańska) wiązał duże nadzieje. Choć na rzeczywiste dane o tym, jak głosowała społeczność LGBT trzeba jeszcze poczekać.

Walka trwa…

Ameryka jest daleko. A u nas i tak nasze prawa są bardzo ograniczone, więc co jeszcze może się zmienić na gorsze po wygranej Trumpa? Obyśmy nie dowiedzieli się wkrótce, ile energii do „dobrej zmiany” polskim środowiskom prawicowym i homofobicznym dostarczy zwycięstwo Trumpa. A co do Clinton to mamy nadzieję, że poczynione obietnice nie dotyczyły tylko okresu kampanii wyborczej i znajdzie sposób, żeby dalej służyć sprawie LGBT, bo sojuszników będziemy potrzebować jak nigdy dotąd.

Pride month is coming to a close, but our march toward equality continues. Onward.

A post shared by Hillary Clinton (@hillaryclinton) on